Rozmowa z dr Agatą Turkiewicz, Warszawa 22 maja 2005

«powróć

Pyt. Pod koniec marca wróciłaś z Katmandu. Który to był już wyjazd?

Szósty. Jeżdżę regularnie od 2000 roku.

Pyt. Czy trzy miesiące pracy w Klinice to dużo czy mało?

To zależy dla kogo - dla mnie, czy dla nich? Z perspektywy życia tutaj to jest dużo, w moich marzeniach to mało a dla mieszkańców Katmandu na pewno za mało. Potrzeby są dużo większe niż to, co mogę zrobić w tak krótkim czasie.
W czasie jednego takiego pobytu w Klinice mogę zrobić przegląd i wyleczyć wszystkich mnichów z Bencien, gdyż oni są pod regularną kontrolą. Natomiast jest to kropla w morzu potrzeb dla ludzi z zewnątrz. Zarówno Tybetańczyków, jak Nepalczyków.

Pyt. Proporcjonalnie, ile pacjentów to Tybetańczycy a ile Nepalczycy?

Rozkłada się to mniej więcej po połowie. Niemniej jednak, jeżeli ktoś nie leczy się regularnie, to ja najczęściej jestem w stanie jedynie skupić się na problemie, tym co w danym momencie doskwiera i boli. Są pacjenci, którzy najzwyczajniej w świecie nie są w stanie się do mnie dostać lub przychodzą bardzo rzadko.

Pyt. Dlaczego nie mogą się dostać na leczenie? Nie mogą czekać w kolejce?

Chętnych jest tylu, że wprowadziliśmy zapisy – pacjenci rejestrują się na konkretny termin. Oczywiście, z bólem przyjmuję zawsze. Ale pozostałych zapisujemy, gdyż inaczej nie dałoby się tego ogarnąć i przychodziłoby 100 osób dziennie. Gdyby w Polsce jakiś stomatolog pracował za darmo, byłby w takiej samej sytuacji.

Pyt. Wynika z tego, że mnisi z klasztorów są w trochę lepszej sytuacji.

Tak, ale to klasztor utrzymuje Klinikę, więc mnisi mają zarezerwowane dwa dni w tygodniu. Mam też na myśli mnichów z innych klasztorów w Katmandu. Przez trzy dni w tygodniu przyjmuję pacjentów spoza klasztoru, ale i tak, mnichom nie wypada odmówić, jeżeli zgłoszą się akurat w taki dzień. Żeby sprostać wszystkim potrzebom muszę po prostu być tam częściej...

Pyt. Dlaczego w takim razie zajęłaś się dodatkowo sierocińcami w Katmandu?

Ponieważ te dzieci są bardzo zaniedbane. Jednemu z chłopców, który wyglądał mniej więcej na dziewięć lat, już grozi bezzębie.

Pyt. To chyba nie wynika tylko i wyłącznie z zaniedbania zębów, ale przede wszystkim z ogólnego zaniedbania zdrowia, prawda?

Większość z tych dzieci pochodzi z biednych rodzin. Zauważyłam, że w Nepalu stan uzębienia związany jest ze statusem społecznym. Tak jak gruźlica jest nadal chorobą ludzi biednych, podobnie próchnica najczęściej dotyka ludzi, którzy niedojadają lub mają bardzo monotonną dietę.

Pyt. Iloma sierocińcami zaczęłaś się opiekować?

To są trzy sierocińce. Pracuje w nich kilku wolontariuszy z Włoch, którzy zajęli się również ich zdrowiem, oczyszczaniem z wszy, insektów. Wpadli również na pomysł, aby przywieść dzieci do mnie. Niestety, zgłosili się pod koniec mojego ostatniego pobytu. Byłam w stanie pomóc tylko tym, którzy mieli jakieś poważne problemy, ale tak naprawdę wszyscy kwalifikują się do leczenia.

Pyt. Czy te dzieci mogą liczyć na jakąś publiczną służbę zdrowia?

Nie mogą liczyć na publiczną służbę zdrowia. Mogą liczyć tylko na przetrwanie. Jeżeli mają co jeść, to już jest dużo. W naszym kraju domy dziecka są zaniedbane, w Nepalu jest dużo gorzej. Trzeba pamiętać, jakie realia tam panują, wg statystyk 50 –60 % społeczeństwa to analfabeci.

Pyt. A czy ostatnio leczyłaś jakichś pacjentów w oddziale Kliniki w Parping?

Nie. Starałam się nakłonić ludzi stamtąd, żeby przyjeżdżali do mnie do Katmandu. Dopóki nie ma tam fotela dentystycznego, leczenie jest bardzo ograniczone i męczące. Pacjenci siedzą na krześle, a ja bardzo mocno nadwerężam swój kręgosłup. Chciałabym założyć tam prawdziwy gabinet.

Pyt. Opowiadałaś kiedyś, że czasami przychodzą do ciebie uchodźcy, świeżo po ucieczce z Tybetu. Czy w ich stanie zdrowia widać jakieś poważniejsze zaniedbania?

Generalnie nie jest to regułą. Zauważyłam jednak, że ostatni uciekinierzy z Tybetu mają dziwny, pomarańczowożółty kolor zębów. To nie jest osad, tylko kolor kości. Nie wiem, co powoduje takie przebarwienie.

Pyt. Czy mnisi w klasztorze myją zęby?

Myją starsi, młodsi nie zawsze.

Pyt. Przynajmniej ten problem jest taki sam w każdym kraju...

Im częściej tam jeżdżę, tym stają się bardziej zdyscyplinowani. Nadal najsilniej działa na nich argument, że jak nie będą myli zębów, to będą mieli pryszcze. Kiedy tam jestem, częściej myją, chyba czują się zobligowani tym, że jestem, może z szacunku dla mojej pracy. Przestają, kiedy wyjeżdżam, potem gdy wracam znowu zaczynają...